Czy lasy w Polsce będą "emitentem netto" dwutlenku węgla?

3 posts / 0 new
Ostatni wpis
Marek Jabłoński
Czy lasy w Polsce będą "emitentem netto" dwutlenku węgla?

 W dostępnym na stronie internetowej NPL referacie Panów Kowalczewskiego i Żaczka znajduje się informacja o tym, że potencjalne pochłanianie dwutlenku węgla w kolejnym okresie zobowiązań do Protokołu z Kioto (2013-2020) może wynosić około 15 mln ton CO2 (str. 28 referatu). Prognoza wynika z wymienionych w referacie dwóch elementów: (1) przyjętego dla Polski tzw. poziomu odniesienia wynoszącego 27 mln ton CO2 oraz (2) pochłaniania dwutlenku węgla w ramach działań z zakresu gospodarki leśnej w latach 2008-2010 w wysokości 42-45 mln ton (wg zgłoszeń wykonanych przez Polskę do Protokołu z Kioto). Możliwe do rozliczenia pochłanianie CO2 jest różnicą (nadwyżką) pomiędzy wielkościami raportowanymi do Protokołu a poziomem odniesienia. Ze zgłoszeń dostępnych na stronie internetowej Konwencji Klimatycznej (stan na czerwiec 2013) wynika jednak, że w ramach działań z zakresu gospodarki leśnej w latach 2008-2010 pochłanianie CO2 wynosiło w Polsce około 28 mln ton, a w 2011 roku jeszcze mniej bo 25 mln ton.Wobec powyższych danych należałoby sformułować następujące pytania:(1) Co jest przyczyną tak dużych rozbieżności w raportowanych wielkościach (na ile obecnie dane dotyczące pochłaniania raportowanego dla lasów są wiarygodne/ostateczne)? (2) Czy wobec podnoszonego kilkukrotnie podczas panelu "Klimat" postulatu/prognozy zwiększania w kolejnych latach poziomu użytkowania, gospodarka leśna z beneficjenta może stać się emitentem (płatnikiem) netto? Pochłanianie netto CO2 w 2011 roku było już o 2 mln ton niższe od poziomu odniesienia. Być może pochłanianie CO2 w wyniku zalesień (art. 3.3 Protokołu) zrekompensuje "straty" z gospodarki leśnej (art. 3.4. Protokołu), ale oznaczać to będzie, że cały sektor LULUCF (użytkowania ziemi, zmian użytkowania ziemi i leśnictwa) nie będzie miał tak korzystnego wpływu na ogólny bilans CO2 w Polsce jak do tej pory uważano.   

Jerzy Czerny Obrazek użytkownika Jerzy Czerny
Czy lasy w Polsce mogłyby pochłaniać zwiększone ilości CO2?

Jak trafnie przewidywał to już w pisanej w latach 90-tych ksiażce ,,Dylematy ekologizacji gmin wiejskich,, leśnik i ekolog Oleg Budzyński w XXI wieku w epoce globalnych zmian klimatycznych http://www.zb.eco.pl/bzb/37/rekomend.htm konieczne jest zupełnie nowe spojrzenie na cele i metody ochrony przyrody oraz ekologiczne cele gospodarki leśnej.   Jak to napisałem w mojej recenzji tej ksiazki z 1998 r:,, Autor zaczyna książkę od pytania: "Co w praktyce leśnej, rolniczej i zarządzania gminą ma oznaczać postulat ekologizacji?" I odpowiada, że w ekologizacji działań ludzkich nie chodzi o to... "żeby ich zaniechać, bo wtedy będzie najbardziej naturalnie, czyli jak w przyrodzie, zanim człowiek zaczął w nią ingerować". Według autora w epoce powszechnego oddziaływania kwaśnych deszczy, rozprzestrzeniania się zanieczyszczeń powietrza, powiększania dziury ozonowej, zauważalnych i rejestrowalnych globalnych zmian klimatycznych, zanikania bioróżnorodności i dzień po dniu, hektar za hektarem odbieraniu zwierzętom ich siedlisk, takie podejście jest hipokryzją. Bo czyż nie jest hipokryzją naukowa zabawa w "wycinanie piłkami ręcznymi fragmentu pnia" upadłego na ścieżkę, którą dochodzą do swych stanowisk badawczych naukowcy w Puszczy Białowieskiej, nie przyznając jednocześnie, że cała Puszcza to rejon, w którym przypada największa w kraju liczba naukowców na km2, żyjących z prowadzonych tam badań? Bo czyż gdyby nie 12 ocalałych swego czasu w Zoo żubrów, ten gatunek należałby już do zaginionych? A dlaczego na widoczne w wielu wiekowych dębach w puszczy zabliźnienia po barciach nie patrzymy również jako niewątpliwy element "światowego dziedzictwa" nie zaś na jako przykład ówczesnego barbarzyństwa i cywilizacyjnego dewastowania przyrody? Nie chodzi więc chyba o to by mówić że coś jest "ekologiczne - bo bez ingerencji człowieka", gdyż nie ma już w dzisiejszej przyrodzie niemal niczego nie dotkniętego w jakiś tam sposób działalnością człowieka, ale o to by "ekologizacyjne działania człowieka służyły w świadomy sposób wzrostowi bioróżnorodności przyrody". Czyż bociany ze szczególnym upodobaniem nie zakładają gniazd na "antropogenicznych" słupach energetycznych, dachach domów czy nawet kominach (wybitnie nieekologicznych) elektrociepłowni?! Czyż psychologiczna bariera, stojąca na przeszkodzie podejmowania "działań konstruktywno-aktywnej ekologii", zamiast "bierno-ochraniarskiej", nie tkwi tylko "w naszych umysłach", czyli w myśleniu "antropomorficznym" o potrzebach zwierząt? One same myślą i działają w kategoriach "przeżycia", czyli zajmowania siedlisk, rozmnażania się i rozprzestrzeniania, gdy tylko pojawią się do tego warunki! Czyż człowiek nie może świadomie stwarzać im takich warunków w sposób łatwy, szybki i skuteczny, jaki nigdy sam z siebie nie wystąpiłby w przyrodzie np. rozwieszając masowo budki lęgowe, rozkładając "sztuczny puch do wicia gniazd", rozsiewając rośliny miodo- i nektarodajne itd. Dlaczego więc nie robimy tego, skoro moglibyśmy i z pewnością powinniśmy?!Drugie niezwykle cenne spostrzeżenie autora "Dylematów ekologizacji..." to fakt, że zarówno rolnicy, leśnicy jak i myśliwi czy wędkarze, jako grupy zorganizowane i na co dzień mające do czynienia z gospodarka rolną, leśną czy łowiecką, mogłyby być sprzymierzeńcami działań ekologizacyjnych i podnoszenia wciąż przerażająco niskiej w naszym kraju społecznej świadomości ekologicznej (można by do nich dołączyć jeszcze: nauczycieli, księży i... policjantów) pod warunkiem jednak, że te grupy społeczne nie będą postrzegane przez utopijnych i radykalnych przedstawicieli ruchów pro-ekologicznych jako główni winowajcy "mordowania zwierząt oraz wycinania drzew w lasach z których większość powinna zostać Parkami Narodowymi lub rezerwatach przyrody".Trudno się nie zgodzić, że powinniśmy chronić to co jeszcze pozostało z dzikiej przyrody ale droga do tego wiedzie tylko przez zmianę świadomości społecznej tak, aby to obywatele uznali, że za tworzeniem rezerwatów przemawia faktyczny interes społeczny. Interes ten musi być przekładalny również na korzyści społeczne tak, aby nie tracili na tym sami ludzie "zamykani w granicach rezerwatu" ani gminy do których za prowadzenie gospodarki leśnej na ich terenie wpływają podatki, czyli tracą na każdym powstałym rezerwacie. Podobny jest mechanizm wytyczania tras autostrady właśnie przez tereny lasów państwowych czy nawet rezerwaty jak to miało miejsce na "Górze Świętej Anny". Błąd tkwi w założeniach samej ustawy o autostradach, która na skarb państwa nakłada obowiązek wykupu terenów pod autostradę, a skoro tak, to po co szukać pieniędzy w budżecie jak można przekazać będące własnością skarbu państwa? To nie leśnicy są winni tylko błędne mechanizmy prawne. To leśników w pierwszej kolejności oburzają i dotykają te mechanizmy i mogą oni więc łatwo zostać mocnymi sprzymierzeńcami ruchów proekologicznych. Wszystkie tezy głoszone przez autora znajdują mocne poparcie w prowadzonych przez niego działaniach ekologizacyjnych w jego Szkółce Zadrzewieniowej (Wielkie Pułkowo na trasie Toruń - Brodnica. Naprawdę warto się tam kiedyś przy okazji wybrać!). Po dziesięciu latach jego działania w kierunku wprowadzania i rozszerzania wokół użytków ekologicznych, są widoczne w znacznym promieniu od jego szkółki zarówno w przyrodzie (jako argument w ewentualnej dyskusji z naukowcami) jak i w wymiarze społecznym (nie do podważenia argumenty w dyskusji z działaczami ruchów proekologicznych). Ornitolog, który nieopatrznie zapędziłby się w ten rejon, a nie byłby zorientowany w działaniach, jakie inicjuje w środowisku Oleg Budzyński, i próbowałby rozpoznawać gatunki ptaków gnieżdżące się w poszczególnych gniazdach na podstawie ich konstrukcji i użytego przez ptaki materiału, oniemiałby ze zdziwienia, znajdując jako dominujący nie występujący w przyrodzie krzykliwo niebieski puch z włókien sztucznych. Włókna te wszędzie wkoło Oleg celowo rozkłada, by ułatwić i umilić ptasim młodym parom "pożycie godowe", tak że mogą one odbyć 2 a nawet 3 lub 4, a nie 1 lęg w normalnym dla danego gatunku okresie lęgowym. W rezultacie w swojej szkółce, która z lotu ptaka wygląda jak zdecydowanie nie naturalna i antropogeniczna mozaika pasów roślinności, Oleg uzyskuje liczebność i różnorodność gatunkową na km2 przekraczającą nawet do 4 razy tę występującą w najbardziej cennych przyrodniczo rezerwatach ścisłych! Podobnie jest w szkółce z cennymi owadami, którym nie tylko zakłada specjalne budki z poukładanymi w stosy trzcinowymi rurkami lub deszczułki z ponawiercanymi otworami do zakładania gniazd np. przez samotne osy. A tuż obok wysiewa grządki np. roślin baldaszkowatych, które również, pozbawione konkurencji innych roślin, wyjątkowo bujnie kwitną. Oleg tak zaplanował grządki, że gdy tylko jeden gatunek przekwita, tuż obok zaczyna kwitnąć następny. Owady wcale nie muszą więc ani wyszukiwać poszczególnych skupisk kwitnących roślin, ani latać na duże odległości - wszystko mają podane jak na dłoni; pozostaje im tylko kopulować, składać jaja i dokarmiać larwy.,, 

Jerzy Czerny Obrazek użytkownika Jerzy Czerny
Kontrowersje wokół współspalnia jako metody redukcji CO2 wPolsce

By uzyskać faktyczne efekty  ochrony klimatu potrzebne są konkretne efekty znaczącej  redukcji emisji CO2 nie zaś same działania pozorowane typu giełdy handlu pozwoleniami na emisje czy sprzedaż zielonych certyfikatów za ,,współspalanie,, które de facto nie zmniejsza ,ale zwieksza emisje CO2 gdyż...znaczaco zmniejsza efektywność spalania w elektrowniach...Nie wsponę już o ..wybuchu i groźnym pożarze jaki niewątpliwie  z powodu współspalania nastapił rok temu w Elektrowni Turów:   http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/624063,wybuch-w-elektrowni-turow-pozar-gasilo-ponad-20-jednostek-strazy-zdjecia,id,t.html?cookie=1

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz