Program ,,ekologizacji i aktywnej ochrony przyrody,, możliwy do realizacji w polskich lasach!

1 post / 0 new
Jerzy Czerny Obrazek użytkownika Jerzy Czerny
Program ,,ekologizacji i aktywnej ochrony przyrody,, możliwy do realizacji w polskich lasach!

Pod pojeciem ,,ekologizacji i programu aktywnej ochrony przyrody,, rozumiem tego typu śwaidome i celowe działania tworzenia w lasach użytków ekologicznych  zwiększając znacząco bioróżnorodność lasów . Jak trafnie przewidywał to już w pisanej w latach 90-tych ksiażce ,,Dylematy ekologizacji gmin wiejskich,, leśnik i ekolog Oleg Budzyński w XXI wieku w epoce globalnych zmian klimatycznych http://www.zb.eco.pl/bzb/37/rekomend.htm konieczne jest zupełnie nowe spojrzenie na cele i metody ochrony przyrody oraz ekologiczne cele gospodarki leśnej.   Jak to napisałem w mojej recenzji tej ksiazki z 1998 r:,, Autor zaczyna książkę od pytania: "Co w praktyce leśnej, rolniczej i zarządzania gminą ma oznaczać postulat ekologizacji?" I odpowiada, że w ekologizacji działań ludzkich nie chodzi o to... "żeby ich zaniechać, bo wtedy będzie najbardziej naturalnie, czyli jak w przyrodzie, zanim człowiek zaczął w nią ingerować". Według autora w epoce powszechnego oddziaływania kwaśnych deszczy, rozprzestrzeniania się zanieczyszczeń powietrza, powiększania dziury ozonowej, zauważalnych i rejestrowalnych globalnych zmian klimatycznych, zanikania bioróżnorodności i dzień po dniu, hektar za hektarem odbieraniu zwierzętom ich siedlisk, takie podejście jest hipokryzją. Bo czyż nie jest hipokryzją naukowa zabawa w "wycinanie piłkami ręcznymi fragmentu pnia" upadłego na ścieżkę, którą dochodzą do swych stanowisk badawczych naukowcy w Puszczy Białowieskiej, nie przyznając jednocześnie, że cała Puszcza to rejon, w którym przypada największa w kraju liczba naukowców na km2, żyjących z prowadzonych tam badań? Bo czyż gdyby nie 12 ocalałych swego czasu w Zoo żubrów, ten gatunek należałby już do zaginionych? A dlaczego na widoczne w wielu wiekowych dębach w puszczy zabliźnienia po barciach nie patrzymy również jako niewątpliwy element "światowego dziedzictwa" nie zaś na jako przykład ówczesnego barbarzyństwa i cywilizacyjnego dewastowania przyrody? Nie chodzi więc chyba o to by mówić że coś jest "ekologiczne - bo bez ingerencji człowieka", gdyż nie ma już w dzisiejszej przyrodzie niemal niczego nie dotkniętego w jakiś tam sposób działalnością człowieka, ale o to by "ekologizacyjne działania człowieka służyły w świadomy sposób wzrostowi bioróżnorodności przyrody". Czyż bociany ze szczególnym upodobaniem nie zakładają gniazd na "antropogenicznych" słupach energetycznych, dachach domów czy nawet kominach (wybitnie nieekologicznych) elektrociepłowni?! Czyż psychologiczna bariera, stojąca na przeszkodzie podejmowania "działań konstruktywno-aktywnej ekologii", zamiast "bierno-ochraniarskiej", nie tkwi tylko "w naszych umysłach", czyli w myśleniu "antropomorficznym" o potrzebach zwierząt? One same myślą i działają w kategoriach "przeżycia", czyli zajmowania siedlisk, rozmnażania się i rozprzestrzeniania, gdy tylko pojawią się do tego warunki! Czyż człowiek nie może świadomie stwarzać im takich warunków w sposób łatwy, szybki i skuteczny, jaki nigdy sam z siebie nie wystąpiłby w przyrodzie np. rozwieszając masowo budki lęgowe, rozkładając "sztuczny puch do wicia gniazd", rozsiewając rośliny miodo- i nektarodajne itd. Dlaczego więc nie robimy tego, skoro moglibyśmy i z pewnością powinniśmy?!Drugie niezwykle cenne spostrzeżenie autora "Dylematów ekologizacji..." to fakt, że zarówno rolnicy, leśnicy jak i myśliwi czy wędkarze, jako grupy zorganizowane i na co dzień mające do czynienia z gospodarka rolną, leśną czy łowiecką, mogłyby być sprzymierzeńcami działań ekologizacyjnych i podnoszenia wciąż przerażająco niskiej w naszym kraju społecznej świadomości ekologicznej (można by do nich dołączyć jeszcze: nauczycieli, księży i... policjantów) pod warunkiem jednak, że te grupy społeczne nie będą postrzegane przez utopijnych i radykalnych przedstawicieli ruchów pro-ekologicznych jako główni winowajcy "mordowania zwierząt oraz wycinania drzew w lasach z których większość powinna zostać Parkami Narodowymi lub rezerwatach przyrody".Trudno się nie zgodzić, że powinniśmy chronić to co jeszcze pozostało z dzikiej przyrody ale droga do tego wiedzie tylko przez zmianę świadomości społecznej tak, aby to obywatele uznali, że za tworzeniem rezerwatów przemawia faktyczny interes społeczny. Interes ten musi być przekładalny również na korzyści społeczne tak, aby nie tracili na tym sami ludzie "zamykani w granicach rezerwatu" ani gminy do których za prowadzenie gospodarki leśnej na ich terenie wpływają podatki, czyli tracą na każdym powstałym rezerwacie. Podobny jest mechanizm wytyczania tras autostrady właśnie przez tereny lasów państwowych czy nawet rezerwaty jak to miało miejsce na "Górze Świętej Anny". Błąd tkwi w założeniach samej ustawy o autostradach, która na skarb państwa nakłada obowiązek wykupu terenów pod autostradę, a skoro tak, to po co szukać pieniędzy w budżecie jak można przekazać będące własnością skarbu państwa? To nie leśnicy są winni tylko błędne mechanizmy prawne. To leśników w pierwszej kolejności oburzają i dotykają te mechanizmy i mogą oni więc łatwo zostać mocnymi sprzymierzeńcami ruchów proekologicznych. Wszystkie tezy głoszone przez autora znajdują mocne poparcie w prowadzonych przez niego działaniach ekologizacyjnych w jego Szkółce Zadrzewieniowej (Wielkie Pułkowo na trasie Toruń - Brodnica. Naprawdę warto się tam kiedyś przy okazji wybrać!). Po dziesięciu latach jego działania w kierunku wprowadzania i rozszerzania wokół użytków ekologicznych, są widoczne w znacznym promieniu od jego szkółki zarówno w przyrodzie (jako argument w ewentualnej dyskusji z naukowcami) jak i w wymiarze społecznym (nie do podważenia argumenty w dyskusji z działaczami ruchów proekologicznych). Ornitolog, który nieopatrznie zapędziłby się w ten rejon, a nie byłby zorientowany w działaniach, jakie inicjuje w środowisku Oleg Budzyński, i próbowałby rozpoznawać gatunki ptaków gnieżdżące się w poszczególnych gniazdach na podstawie ich konstrukcji i użytego przez ptaki materiału, oniemiałby ze zdziwienia, znajdując jako dominujący nie występujący w przyrodzie krzykliwo niebieski puch z włókien sztucznych. Włókna te wszędzie wkoło Oleg celowo rozkłada, by ułatwić i umilić ptasim młodym parom "pożycie godowe", tak że mogą one odbyć 2 a nawet 3 lub 4, a nie 1 lęg w normalnym dla danego gatunku okresie lęgowym. W rezultacie w swojej szkółce, która z lotu ptaka wygląda jak zdecydowanie nie naturalna i antropogeniczna mozaika pasów roślinności, Oleg uzyskuje liczebność i różnorodność gatunkową na km2 przekraczającą nawet do 4 razy tę występującą w najbardziej cennych przyrodniczo rezerwatach ścisłych! Podobnie jest w szkółce z cennymi owadami, którym nie tylko zakłada specjalne budki z poukładanymi w stosy trzcinowymi rurkami lub deszczułki z ponawiercanymi otworami do zakładania gniazd np. przez samotne osy. A tuż obok wysiewa grządki np. roślin baldaszkowatych, które również, pozbawione konkurencji innych roślin, wyjątkowo bujnie kwitną. Oleg tak zaplanował grządki, że gdy tylko jeden gatunek przekwita, tuż obok zaczyna kwitnąć następny. Owady wcale nie muszą więc ani wyszukiwać poszczególnych skupisk kwitnących roślin, ani latać na duże odległości - wszystko mają podane jak na dłoni; pozostaje im tylko kopulować, składać jaja i dokarmiać larwy.,,